Trapped in ice / W lodowej pułapce

soyuz23 

image source: http://www.astronautix.com

It happened in October 1976 and it was one of the most complicated landings in history of the space exploration. Soyuz 23 landed in the middle of the frozen lake. Mr. Marek Jarosiński (www.astronautyka.planty.pl) - the space history expert wrote very interesting story which is avaliable in Polish below. The English version of the story is avaliable here: http://www.videocosmos.com/soyuz23.shtm.

Otrzymałem dziś od pana Marka Jarosińskiego, autora strony www.astronautyka.planty.pl niezwykle interesujący tekst. Oto on:


Październik 1976 roku. Do stacji orbitalnej Salut-5 wystartował z kosmodromu w Bajkonurze w Kazachstanie, będącym wtedy republiką Związku Radzieckiego, statek kosmiczny Sojuz-23. Dowódcą wyprawy był Wiaczesław Zudow, inżynierem pokładowym Walerij Rożdiestwieński. Odnalazł stację, urządzenia statku kosmicznego zaczęły ją „widzieć” poprzez namierzanie radiowe i statek transportowy zaczął manewr zbliżania do niej. Zbliżał się powoli. W pewnym momencie okazało się, że parametry zbliżania są niewłaściwe. Tak rozbieżne z zaplanowanymi, że kierownictwo lotu nakazało przerwanie połączenia. Ale w Zudowie odezwały się ambicje. Na przekór decyzji kierownictwa lotu, spróbował dobić do Saluta-5. Po kilku próbach zbliżenia statku transportowego do stacji orbitalnej, zużył taką ilość paliwa, że jego zapas mógł wystarczyć już tylko na doprowadzenie statku do hamowania i zejścia z orbity.
Po dwóch dobach nieudanego lotu, nocą 16 października 1976 roku Sojuz-23 rozpoczął lądowanie w Kazachstanie. Na tym jednak nieprzyjemności się nie skończyły. Okazało się bowiem, że kontrola lotu źle obliczyła parametry trajektorii schodzenia do lądowania i z powodu tego błędu w obliczeniach wypadło ono w innym miejscu, niż to było planowane. Kabina z załogą zamiast opaść na rozległy step, trafiła akurat w wodę, w słone jezioro Tengiz, około 195 km na południowy zachód od Celinogradu. Ba, gdyby w samą wodę – nie byłoby problemu, bo lądownik Sojuza był przecież przystosowany do awaryjnego wodowania. Na nieszczęście lądownik ugrzązł w kaszowatej błotno-śniegowej mieszaninie i to aż kilkadziesiąt kilometrów od brzegu. Do tego jezioro spowijała gęsta mgła, a mróz był – że daj Boże zdrowie – 22 stopnie poniżej zera. Co jeszcze dodać? Noc była. I zawierucha, właściwie już zimowa, mimo że działo się to w połowie października. W sumie niewesoło.
Wkrótce okazało się, że sytuacja załogi statku kosmicznego jest jeszcze gorsza niż wynikałoby z powyższej wyliczanki utrudnień akcji ewakuacyjnej. W ich kabinie kończyły się zapasy tlenu i stawało się coraz zimniej. Otworzyć włazu dla zaczerpnięcia świeżego powietrza, nawet za cenę szybszego ochłodzenia wnętrza lądownika, kosmonauci nie mogli. Luk znajdował się w wodzie. Przechył lądownika spowodował, że zatopiony został zawór umożliwiający w normalnych warunkach dopływ powietrza z zewnątrz. Z wierzchu statek był zasypywany przez śnieg. Szanse kosmonautów na wyjście cało z opresji zmniejszały się z godziny na godzinę. Musieli korzystać z zapasu powietrza z systemów oczyszczania atmosfery kabiny kosmicznej, ale ich wydolność coraz szybciej się zmniejszała. Tkwili w lodowej pułapce.
Samolot grupy poszukiwawczo-ewakuacyjnej odnalazł na jeziorze światła sygnalizacyjne lądownika. Wcześniej z kosmonautami nawiązano łączność radiową. Ale jak do nich dotrzeć?
W wody jeziora zrzucono ekipę płetwonurków i ciężki sprzęt pływający. W gęstej mgle z trudem przebijali się oni do lądownika statku kosmicznego. Wkrótce sztab akcji musiał myśleć już nie tylko o ratowaniu kosmonautów, ale samych ratowników także.
Kosmonauci uwięzieni w kabinie z rosnącym niepokojem odmierzali czas niebezpiecznie przedłużającej się akcji ratowniczej. Do kontenerów NAZ, zawierających zestaw awaryjny przydatny w razie lądowania statku kosmicznego w terenie odludnym, umożliwiający załodze przetrwanie do czasu odnalezienia jej przez grupę poszukiwawczo-ratowniczą, nie sięgali, bo upakowani w ciasnej kabinie Sojuza nawet nie mieli możliwości otworzenia zasobników. Głód zaspokajali korzystając ze sporych zapasów zafoliowanego pożywienia przewidzianego na planowany czas ich wyprawy kosmicznej, a miała ona przecież trwać kilka tygodni, wiec zapas był duży. Gorzej było z zaspokajaniem potrzeb fizjologicznych, bo urządzenie mające im przynosić ulgę krążyło sobie w najlepsze gdzieś w kosmosie po przypadkowej orbicie wokółziemskiej. Umieszczone bowiem było w kulistej części orbitalnej Sojuza, odstrzelonej na krótko przed zejściem kabiny załogowej do lądowania.
Kosmonauci nie mogli wydostać się z hermetycznie zamkniętego lądownika. Aby oszczędzać energię elektryczną zasilającą regeneratory powietrza, odłączyli wszystkie urządzenia oprócz automatycznej sygnalizacji radiowej wskazującej ratownikom drogę w gęstej mgle. Tracili przytomność w miarę powiększania się stężenia dwutlenku węgla w atmosferze kabiny Sojuza. Przez całą noc czuwali bojąc się zasnąć, co mogłoby spowodować popadnięcie w śpiączkę i głębokie, śmiertelne zatrucie dwutlenkiem węgla. Radzili sobie w ten sposób, że dla oszczędności kończących się zasobów powietrza wyłączali regeneratory i czekali do ostatniej chwili przed utratą przytomności, by na chwilę na nowo je włączyć, odzyskać jasność umysłu.
Jedenaście godzin, tyle trwała akcja ewakuacji Zudowa i Rożdiestwieńskiego. Pierwszy od góry dotarł do nich śmigłowiec. Ekipa ratowników opuszczona z pokładu maszyny pomogła załodze Sojuza-23 wydostać się z lodowej pułapki. Jeden z następnych śmigłowców usiłował wydostać kabinę z lodowej kaszy, ale nie udawało się to, więc lądownik był wleczony na holu śmigłowca aż do brzegu jeziora.
Gdy kosmonauci, zziębnięci i zmęczeni, stanęli na stałym lądzie, ktoś z obecnych zauważył:
- W Kazachstanie jest tyle stepu, a wy musieliście trafić właśnie w jezioro!
- Inaczej być nie mogło - zareplikował Zudow. – Przecież inżynier pokładowy – jedyny z kosmonautów – jest marynarzem.
Rzeczywiście, Walerij Rożdiestwieński, po ukończeniu Wojskowej Wyższej Inżynieryjnej Uczelni Morskiej, zanim przeszedł do oddziału kosmonautów, przesłużył kilka lat w radzieckiej marynarce wojennej.

Marek Jarosiński Magazyn Astronautyczny www.astronautyka.planty.pl

Leave a Reply