Archive for February, 2007

Apollo - mity i fakty

Tuesday, February 27th, 2007

Program Apollo fascynuje do dziś wiele umysłów. Nic zatem dziwnego, że obrósł on różnymi opowieściami, nie do końca prawdziwymi. Co jakiś czas będę bawił się w „pogromcę mitów” starając się weryfikować niektóre historie. Na początek Pan Gorski i Karaluch Na Księżycu.

armstrong.jpg„Powodzenia, panie Gorski”

Podobno w czasie swojego spaceru po powierzchni Srebrnego Globu Neil Armstrong rzucił nagle w mikrofon enigmatyczne zdanie: „Powodzenia, panie Gorski”. Ponoć kontrolerzy w Houston pomyśleli, że chodzi o jednego z radzieckich kosmonautów. Tyle tylko, że ani w USA ani w ZSRR nikt o takim nazwisku nigdy nie brał udziału w żadnym z programów kosmicznych. Jak głosi mit, po latach Armstrong wyjaśnił o co mu wówczas chodziło. Otóż kiedy jeszcze w dzieciństwie Neil grał na podwórku z kolegą w baseball pewnego razu piłka wylądowała w ogródku sąsiadów, tuż pod otwartym oknem sypialni. Neil schylając się po piłkę usłyszał jak pani Gorski wrzeszczy do męża: „Seks oralny ?! Chcesz seksu oralnego ?! Będziesz miał seks oralny jak ten dzieciak z przeciwka przespaceruje się po Księżycu”. To piękna historia, ale niestety nieprawdziwa. Przeanalizowałem transkrypcje wszystkich rozmów prowadzonych pomiędzy Aldrinem, Armstrongiem i Houston i nie znalazłem tego zdania. Sam Neil powiedział w 1995 roku w jednym z wywiadów: „Ten dowcip ma jakiś rok. Usłyszałem go w telewizyjnym programie Buddyego Hacketta”.

karaluch.jpgKaraluch na Księżycu

Pierwszymi astronautami były oczywiście zwierzęta. Nie tylko szympansy i psy, ale także pająki, muchy, nicienie oraz żółwie. Te ostatnie Rosjanie wysłali w podróż wokół Księżyca (i nawet udało im się wrócić). Ale czy pomijając bakterie, obecne z pewnością w jelitach astronautów jakieś zwierzęta brały udział w programie Apollo i czy wylądowały na Księżycu ? W Internecie krąży opowieść zgodnie z którą na pokładzie Apollo 12 jakimś cudem znalazł się karaluch. Astronauci pokazali go nawet w czasie transmisji telewizyjnej:

karaluchtv.jpg

Zgodnie z mitem, po powrocie załogi na Ziemię kapsuła Apolla została dokładnie przeszukana i… nie znaleziono insekta. Wniosek – robal został na Księżycu. A znając umiejętności adaptacyjne karaluchów, być może nawet tam sobie żyje do dziś… Ok. Dość żartów. Na pokładzie Apollo 12 rzeczywiście znalazł się karaluch. Tyle że sztuczny. Umieścili go w pojemniku z jedzeniem dowcipni koledzy z załogi rezerwowej, ci sami którzy dodali do instrukcji EVA zdjęcia rozebranych pań z Playboya. Karaluch rzeczywiście został zaprezentowany w telewizji, tyle że w czasie drogi powrotnej, a zatem na Księżycu nie ma w tej chwili nawet sztucznego karakona… A zresztą, nawet gdyby w lądowniku księżycowym znalazł się jakiś owad, to i tak przecież nie pozostałby na Księżycu, tylko roztrzaskałby się wraz z LEM’em o Srebrny Glob po jego odrzuceniu.

Czekam na kolejne opowieści „prawdziwe inaczej”.

Radziecki LEM i komputer lądownika

Monday, February 26th, 2007

Dziś publikuję tekst Grzegorza, który przysłał kilka zdjęć radzieckiego lądownika księżycowego. Grzegorz nawiązał do mojego ostatniego posta w którym napisałem, że LEM stworzony przez ekipę Grummana był najbrzydszym pojazdem jaki kiedykolwiek powstał na świecie. Grzegorz napisał:

Wydaje mi się, że radziecki lądownik księżycowy był znacznie brzydszy:

 lkextkor.jpg lkpanel.jpg soviet-lkintr.jpg

Jeśli chodzi o komputer pokładowy (w amerykańskim LEM-ie) to pomimo problemów wynikających z ówczesnego rozwoju technologii (pamięć 74 Kb, 4Kb RAM, zegar 0.043 MHz, brak twardego dysku, waga 30 kg, itp.) według mnie pomógł on Amerykanom wygrać z Rosjanami wyścig na Księżyc.

apollo_dsky.jpg apollo_dskyleb.jpg apollocomputer2.jpg

Czy ktoś wie jak nazywał się program komputerowy, którego używali Amerykanie w czasie lotów na Księżyc i kto go napisał ?

Pytania są niezłe. I chyba znalazłem na część z nich odpowiedź. Komputer nazywał się AGC (Apollo Guidance Computer). W każdej misji księżycowej wykorzystywane były dwa takie komputery (jeden w module załogowym i jeden w lądowniku), które składały się identycznych komponentów, ale różniły się oprogramowaniem. W lądowniku zainstalowana była aplikacja o nazwie LUMINARY, natomiast moduł załogowy wyposażony był w software COLOSSUS ( w większości misji). Komputer AGC został skonstruowany w Laboratorium Przyrządów w MIT (Massachutsetts Institute of Technology) znanym jako “Draper Labs”. Łącznie wyprodukowano 75 jednostek oraz 138 wyświetlaczy i klawiatur. Ponadto w misjach Apollo lądowniki wyposażone były zupełnie oddzielny system AGS (Abort Guidance System) znany także jako AEA (Abort Electronics Assembly). Było to urządzenie które miało zostać wykorzystane jedynie w sytuacji awaryjnej, kiedy doszłoby do przerwania procedury lądowania na Księżycu. Na jednej ze stron NASA znalazłem nawet emulator software’u z Apolla, ale uprzedzam, to oprogramowanie wyjątkowo nieprzyjazne dla użytkownika:

http://www.ibiblio.org/apollo/#Licensing

Uproszczoną wersję AGC można znaleźć również w dodatku APOLLO do symulatora kosmicznego ORBITER. (Link do programu znajduje się w dziale “linki”)

A tak przy okazji - Agnieszka o której wspaniałym modelu LEM-a wspomniałem w ostatnim poście otrzymała za swoje dzieło wyróżnienie w międzynarodowym konkursie modelarskim. Gratulacje !

“L” jak Lądownik

Sunday, February 25th, 2007

Lądownik księżycowy to jeden z najbardziej fascynujących i … powiedzmy sobie szczerze najbrzydszych pojazdów jakie kiedykolwiek powstały na Ziemi. Został stworzony przez zespół inżynierów pod kierunkiem Tomma Kelly’ego z firmy Grumman. Pająkowaty kształt lądownika znają wszyscy. Ale nie wszyscy wiedzą, że przeszedł on do historii właściwie pod dwiema nazwami: LEM, czyli Lunar Excursion Module oraz LM: Lunar Module. Skąd ta różnica ? Otóż w NASA uznano w pewnym momencie, że słowo “Excursion” kojarzy się za bardzo z wycieczką szkolną. Ale jednak pierwotna nazwa pozostała i dziś także jest używana.

LEM przechodził wiele modyfikacji. Droga od pierwotnej koncepcji do pojazdu który wylądował na Księżycu była bardzo długa:

lem1.jpglem2.jpglem4.jpglem3.jpgapollo11_lem_big.gif

Pierwszy załogowy lot modułu księżycowego miał miejsce podczas misji Apollo 9, 7 marca 1969 roku, ostatni 14 grudnia 1972 roku w czasie misji Apollo 17.LEM od samego początku przysparzał swoim konstruktorom wiele kłopotów - wiele z nich związanych było z komputerem pokładowym. Jeszcze na kilka miesięcy przed przewidzianym terminem załogowego lotu na Księżyc lądownik nie był gotowy. Właśnie dlatego NASA zdecydowała się zorganizować w grudniu 1968 roku misję Apollo 8, czyli lot wokół Srebrnego Globu, bez lądownika. Wadliwe działanie komputera pokładowego dało o sobie znać także w krytycznej fazie misji Apollo 11, kiedy komputer uruchomił alarm informując o zbyt dużej ilości napływających informacji, których nie był w stanie przetworzyć. Na szczęście najlepszy komputer świata, czyli ludzki mózg należący do Neila Armstronga doskonale sobie w tej sytuacji poradził…

Lądownik do dziś fascynuje wielu mieszkańców naszej planety. Niewątpliwie należy do nich Agnieszka, która kilka dni temu ukończyła pracę nad plastikowym modelem LEM-a:

apollo-11-aga.jpg

Przyjrzyjcie się dokładnie. Widać każdy szczegół. Oryginalny zestaw na podstawie którego powstawał model łagodnie rzecz ujmując był bardzo ogólnikowy. Aga dodała całą masę szczegółów, poświęcając wiele godzin pracy i niezliczoną ilość opakowań po “michałkach”. Dla mnie efekt jest bombowy.

A tak przy okazji - amerykańska flaga pozostawiona przez Aldrina i Armstronga na powierzchni Srebrnego Globu w chwili obecnej… leży w księżycowym pyle. Przewróciła się w czasie startu górnego stopnia modułu.

Kobiety na Księżycu !

Monday, February 19th, 2007

Postanowiłem kontynuować wątek śmiesznych ciekawostek związanych z programem Apollo. W internecie pojawia się wiele tego typu informacji. Niektóre z nich to półprawdy, lub wręcz historie wyssane z palca. Kiedy ostatnio natrafiłem na informację o tym, że astronauci biorący udział w misji Apollo 12 byli zaopatrzeni w zdjęcia roznegliżowanych panienek od razu pomyślałem że mam do czynienia właśnie z przypadkiem plotki. Ale nie… sprawdziłem w dwóch niezależnych źródłach (jak każe stara zasada BBC) i okazało się że to prawda. Ale do rzeczy. Misja Apollo 12 obfitowała w wiele śmiesznych sytuacji takich jak na przykład słynna historia z karaluchem na pokładzie, czy pierwszymi słowami Pete Conrada, który po wyjściu z lądownika miast wygłosić jakąś filozoficzną sentencję powiedział po prostu “Cóż, może dla Neila to był mały krok, dla mnie jest jednak całkiem spory”. Dwie i pół godziny później Pete Conrad i Al Bean w czasie spaceru księżycowego sięgnęli po schowane w kieszeniach skafandrów instrukcje zawierające procedury badań gruntu. Kiedy Conrad  otworzył książeczkę nieco się zdziwił…

apollo playmate 1

Pokazał swoją instrukcję Beanowi, który szybko odwrócił stronę i przekonał się, że on też nie jest pozbawiony na Księżycu kobiecego towarzystwa…

Apollo playmate 2

Zachęcam do powiększenia zdjęć i przeczytania komentarzy. Autorami żartu byli członkowie załogi rezerwowej Apollo 12 (którzy zresztą wszyscy wzięli udział w misji Apollo 15). Koledzy postanowili zrobić żart Trzeciemu i Czwartemu Człowiekowi Na Księżycu umieszczając w instrukcjach kserokopie zdjęć z Playboya. Pani na pierwszym zdjęciu nazywa się Regan Wilson i była Miss Października 1967. Pani poniżej to Cynthia Myers i jak łatwo można wywnioskować patrząc na jej skąpy ubiór, była Miss Grudnia, w roku 1969. Pewne źródła podają informację o jeszcze dwóch zdjęciach dołączonych do instrukcji, ale nie udało mi się tego potwierdzić . A zatem były kobiety na Księżycu. Ciekawe tylko co na to feministki ?

Apollo 13 - rachunek za holowanie

Saturday, February 17th, 2007

Mamy środek weekendu, a zatem postanowiłem zaprezentować coś luźniejszego. Pamiętacie feralną misję Apollo 13 ? Jeśli nie, to odsyłam do jednego z odcinków mojego cyklu “Podbój kosmosu - nauka, czy polityka ?”. Krótko przypomnę, że po eksplozji zbiornika z tlenem znajdującego się module silnikowym (CSM) astronauci musieli ewakuować się do lądownika księżycowego (LM) i tam spędzili ponad 50 godzin w czasie drogi powrotnej na Ziemię. Lądownik został wykorzystany jako rodzaj szalupy ratunkowej, ponieważ posiadał własne zasilanie i oczywiście zbiorniki z tlenem.

Krótko po zakończeniu misji producent lądownika, firma Grumman przesłała spółce North American Rockwell (która zaprojektowała i wyprodukowała moduł silnikowy) rachunek, zawierający m.in. … opłatę za holowanie. Poniżej kopia tego rachunku:

ap13 rachunek

Postanowiłem przetłumaczyć ten dokument. Chwilę to trwało, ale zrywałem boki ze śmiechu. Oto polska wersja rachunku:

pdf-icon.jpg

A co na to wszystko North American Rockwell ? Otóż kilka dni po otrzymaniu rachunku firma wydała oficjalne oświadczenie w którym napisała , że przed wysłaniem tego typu dokumentu księgowi Grummana powinni docenić fakt, iż wcześniej spółka Rockwell nie obciążała Grummana opłatami za … transport lądownika na Księżyc.

Kolejny Buran odnaleziony !

Tuesday, February 13th, 2007

Grzegorzowi udało się odnaleźć kolejnego Burana. Tym razem w miejscu dość oczywistym, a mianowicie na Bajkonurze. Początkowo sądziliśmy że to osławiona “Ptichka”, ale jednak nie. To najprawdopodobniej egzemplarz orbitera noszący oznaczenia OK-ML-1 przeznaczony do testów z rakietą Energia. Choć niszczeje od wielu lat na kosmodromie to przynajmniej nie został przerobiony na obiekt gastronomiczny…

ptichka1.jpg ok-m_36.jpg ok-m_02.jpg ok-m_01.jpg

I jeszcze jedno miłe zdjęcie od Grzegorza. Satelita strzelił tę fotkę przelatując nad jednym z ukraińskich lotnisk. Oto samolot, który miał służyć Buranowi, a przeżył go o co najmniej dekadę. Panie i Panowie, przed Wami, a właściwie pod wami An - 225 Mriya - największy samolot transportowy świata. Obok - z Buranem na plecach.

Buran w Bahrajnie - wyjątkowo smutna historia

Sunday, February 11th, 2007

Robi się coraz ciekawiej… Jednego dnia, niezależnie od dwóch różnych osób (Od Barta i Grzegorza - wieeelkie dzięki) otrzymałem dość zaskakujące zdjęcie satelitarne Burana. Otóż można na nim wyraźnie zauważyć … Burana który niszczeje w jakimś porcie…

buran 2 buran 3

Ów port to Bahrajn na Bliskim Wschodzie. Zakładając, że wątek terrorystyczny możemy odrzucić jako zbyt fantastyczny, postanowiłem zidentyfikować orbiter i sprawdzić jego historię. Znam już fakty. Są niestety dość smutne.

Orbiter nosi numer 0.02 (Grzegorz zasugerował mi to w mailu i miał rację) i oznaczenie OK-GLI. Powstał we wczesnych latach 80tych i był wykorzystywany do prób atmosferycznych. Dzięki serwisowi aerospaceweb udało mi się zdobyć jego zdjęcia. Jak widać 0.02 latał nie tylko w tunelu aerodynamicznym. Wygląda na to, że dysponował nawet własnym turboodrzutowym napędem. Egzemplarz odbył ok 25 lotów próbnych.

buran ekipa buran 002 w locie

Kiedy program Burana został skreślony, o 0.02 zapomniano aż do końca lat 90tych. Wtedy zainteresował się nim australijski biznesmen i były astronauta Paul Scully-Power. Założona przez niego Buran Space Company zakupiła orbiter od Rosjan za cenę która pozostaje tajemnicą. Prom miał być jedną z atrakcji olimpiady w Sydney w 2000 roku. Pomysł okazał się jednak niewypałem - orbiter nie wzbudził większego zainteresowania turystów i Scully - Power popadł w finansowe tarapaty. Co prawda biznesmen miał ambitny plan by ruszyć z objazdową wystawą po Australii, ale pomysł nigdy nie został wcielony w życie. Tymczasem orbiter stał na jednym z parkingów w Sydney.

sydney

W końcu Scully - Power zbankrutował. Rosjanie nie chcieli promu z powrotem i poprosili o pomoc w sprzedaży Burana amerykańską firmę  First FX. Ta postanowiła wystawić orbiter na licytacji zorganizowanej wspólnie z jedną ze stacji radiowych w Los Angeles. Choć ofert było sporo, żadna nie okazała się poważna. Minimalna cena 6 milionów dolarów za jaką chciała sprzedać firma prom mogła odstraszyć nawet bardzo bogatych słuchaczy. Tymczasem wandale w Sydney nie bali się niczego:

syndey 2

Wreszcie w 2002 roku Buran został kupiony przez firmę Space Shuttle World Tour zarejestrowaną w Singapurze. Firma przetransportowała orbiter do Bahrajnu gdzie stał się jedną z atrakcji Letniego Festiwalu w 2002 roku. Następnie Buran 0.02 miał trafić do Tajlandii. Jego właściciele chcieli by po raz kolejny przyciągnął turystów. I po raz kolejny orbiter zamiast milionów sprowadził na głowy swoich właścicieli kłopoty. Firma z Singapuru ogłosiła, że ze względów finansowych nie może pokryć kosztów transportu do Azji i opłat za przechowywanie promu w Bahrajnie. Orbiter trafił na nabrzeże, ale Rosjanie do których Buran, niczym bumerang rafił już po raz trzeci, nie zamierzali go sprowadzać z powrotem do Rosji.

bahrajn3

Wreszcie w 2004 roku pokazało się światełko w tunelu. Promem zainteresowało się niemieckie muzeum w Sinsheim. W zamian za Burana 0.02 zaoferowali Rosjanom sześciocyfrową kwotę. Gdy wydawało się że wszystko jest na dobrej drodze, okazało się, że trwająca batalia sądowa pomiędzy Rosjanami (NPO Molniya) a firmą Space Shuttle World Tour uniemożliwia sfinalizowanie transakcji i wydostanie orbitera z Bahrajnu. Władze Bahrajnu ogłosiły w 2005 roku, że nie mogą wydać promu dopóki sprawa nie zostanie rozstrzygnięta przed Międzynarodowym Sądem Arbitrażowym w Londynie. Zawirowania prawne trwają, a zdjęcia satelitarne pokazują że już nie długo nie będzie o co walczyć. Tym bardziej że muzeum w Siensheim zakupiło od Rosjan inny, ukończony w 40 % egzemplarz Burana co pewnie nieco zmniejszy zapał Niemców w walce o chyba nieco zapomniany kawałek historii podboju kosmosu leżący na nabrzeżu w Bahrajnie… Dzięki wam moi drodzy koledzy udało się go nieco odsłonić.

 

A gdzie jest Buran ?

Thursday, February 8th, 2007

To już chyba można nazwać internetowym śledztwem. Naszukałem się długo. Zaciekawiły mnie losy radzieckich promów kosmicznych serii Buran. Używam liczby mnogiej, bo maszyn było dokładnie 13. Niektóre z nich skonstruowano tylko do celów zbadania aerodynamiki (najpierw w tunelu, a potem w locie atmosferycznym), testowania odporności na przeciążenia, itp. Dla większości prototypów trzynastka okazała się pechowa. W kosmos poleciał tylko orbiter oznaczony  symbolem OK-1K1, czyli właśnie “Buran”. Uległ on zniszczeniu w 2002 roku, kiedy zawalił się dach hali w której się znajdował. Kolejny egzemplarz, niemal ukończony i ochrzczony jako “Pticzka” wciąż znajduje się na Bajkonurze. Gdzie ? Nie wiem, może warto poszukać ? Dwa egzemplarze testowe podobno są w muzeum w Sinsheim w Niemczech. Ale czy można wypatrzyć jakiegoś Burana z orbity ? Pewnie że można. Oto on…

buran

Ale chwila, moment, przecież przez Bajkonur nie płynie żadna rzeka… Logiczny wniosek - nie jesteśmy na największym kosmodromie świata. A więc gdzie ?

buran2

Z pewnością gdzieś gdzie rosną drzewa, kręcą się karuzele i gdzie sprzedaje się watę cukrową. Witamy w Parku im. Gorkiego w Moskwie !

buran 3

To nie makieta, ale jeden z modeli testowych, służący do sprawdzania naprężeń mechanicznych, wibracji i odporności orbitera na wysoką temperaturę (OK-TVA). Od kilku lat jest atrakcją w centrum Moskwy. Wbrew obiegowej opinii nie został przerobiony na restaurację. Początkowo organizatorzy przedsięwzięcia - Rosyjska Agencja Kosmiczna, grupa biznesmenów i sam park planowali serwować w “Buranie” żywność dla kosmonautów. Cieszyła się ona jednak słabym powodzeniem, bo była koszmarnie droga i paskudna w smaku. Dziś w moskiewskim “Buranie” można kupić sobie kanapkę, plastikowy model wahadłowca, tubkę z tuszonką i zobaczyć film z pierwszego (i jedynego) lotu tego wahadłowca. To oczywiście smutne dla konstruktorów, ale czy rzeczywiście porzucenie programu radzieckiego wahadłowca na początku lat 90tych było takie złe ? Historia pokazała, że “Sojuzy” są tańsze i bardziej niezawodne niż wahadłowce. A jednak nie zamierzam nigdy wybierać się do Moskwy i jeść kanapki w “Buranie”. To jak otwieranie butelki z piwem o rzeźbę Wenus z Milo.

Rakiety i zdjęcia satelitarne raz jeszcze

Wednesday, February 7th, 2007

Akcja poszukiwania rakiet i innych instalacji związanych z podbojem kosmosu za pośrednictwem genialnego programu Google Earth rozkręca się, co mnie bardzo cieszy :) Dziś otrzymałem email od Grzegorza, który postanowił przeczesać Bajkonur (zgadzam się, że to wyjątkowo przygnębiające miejsce) i przysłał mi bardzo interesujące zdjęcia. Znalazł bowiem dwie wyrzutnie, które były używane w czasie niefortunnych startów księżycowych rakiet N-1:

n-1 bajkonur

Spróbujmy dokonać większego zbliżenia…

n-1 pad

I voilla ! Wyrzutnie widać bardzo wyraźnie. Choć w pobliżu panuje spory bałagan, stanowiska wydają się być w jak największym porządku. Grzegorz zastanawia się dlaczego nie widać śladów po eksplozjach z końca lat 60- tych. Moim zdaniem nawet Rosjanie w ciągu 30 lat są w stanie posprzątać bałagan. Ale na zdjęciu wykonanym przez amerykański samolot lub satelitę szpiegowskiego na przełomie lat 60-tych i 70-tych można zauważyć ślady katastrofy…

ni-1 pads 60s

I jeszcze jedno zdjęcie od Grzegorza: oto hala montażowa w której składano rakiety N-1, a następnie wykorzystywano ją jako hangar dla wahadłowca Buran. W zbliżeniu możemy zobaczyć także wnętrze hali, gdyż jej dach zawalił się w 2002 roku.

n1-mont

Dziękuję za zdjęcia i czekam na kolejne…

Co pozostało dziś po gigantach ?

Monday, February 5th, 2007

Ap11 launch n1 launch

Ostatnio miałem chwilę czasu, więc postanowiłem pobawić się doskonale wszystkim znanym programem Google Earth pozwalającym na spojrzenie na naszą planetę z orbity. Czy można znaleźć pozostałości po wielkim wyścigu ZSRR i Stanów Zjednoczonych, czyli monumentalnych rakiet skonstruowanych do przetransportowania ludzi na Księżyc ? Oczywiście że tak.

Znalezienie Saturna V stojącego przed wejściem do Johnson Space Center na Florydzie nie stanowiło większego problemu:

saturn V

Ale co stało się z legendarną rakietą nośną N-1 stworzoną przez Rosjan ? Nie można jej zobaczyć w żadnym muzeum. Ale to nie znaczy, że nie warto szukać. Najpierw należy znaleźć Bajkonur:

bajk1

Gigantyczny kosmodrom znajduje się na północny wschód od Morza Aralskiego.

bajk2.jpg

Lecz śladów N-1 nie znajdziemy na samym kosmodromie, ale w miasteczku znajdującym się na południe od niego.

bajk4.jpg

Po zakończeniu radzieckiego programu załogowego lotu na Księżyc rakiety N-1 rozszabrowano i przerobiono na magazyny oraz komórki dla zwierząt domowych. Nie będzie to zatem centrum miasteczka, lecz obrzeża:

bajk5.jpg

Zbliżmy się nieco do kwartału znajdującego się w centrum obrazu:

bajk6.jpg

Ktoś najwidoczniej miał niezłe chody w zarządzie kosmodromu. Udało mu się zdobyć niewykorzystane elementy. Są wyraźnie widoczne i mają identyczną długość. Tylko jeden z nich jest nieco krótszy.

bajk7.jpg

Na moje oko to właśnie szczątki legendarnej rakiety, która miała zanieść Leonowa na Księżyc. Być może się myle, ale wszystkie znaki na niebie i przede wszystkim na Ziemi wskazują że to właśnie fragmenty jednej z największych rakiet w historii ludzkości. Zachęcam do poszukiwań. Jeśli tylko znajdziecie statki kosmiczne i rakiety które można zobaczyć z kosmosu na pewno opublikuję je na tej stronie.