A gdzie jest Buran ?
To już chyba można nazwać internetowym śledztwem. Naszukałem się długo. Zaciekawiły mnie losy radzieckich promów kosmicznych serii Buran. Używam liczby mnogiej, bo maszyn było dokładnie 13. Niektóre z nich skonstruowano tylko do celów zbadania aerodynamiki (najpierw w tunelu, a potem w locie atmosferycznym), testowania odporności na przeciążenia, itp. Dla większości prototypów trzynastka okazała się pechowa. W kosmos poleciał tylko orbiter oznaczony symbolem OK-1K1, czyli właśnie “Buran”. Uległ on zniszczeniu w 2002 roku, kiedy zawalił się dach hali w której się znajdował. Kolejny egzemplarz, niemal ukończony i ochrzczony jako “Pticzka” wciąż znajduje się na Bajkonurze. Gdzie ? Nie wiem, może warto poszukać ? Dwa egzemplarze testowe podobno są w muzeum w Sinsheim w Niemczech. Ale czy można wypatrzyć jakiegoś Burana z orbity ? Pewnie że można. Oto on…
Ale chwila, moment, przecież przez Bajkonur nie płynie żadna rzeka… Logiczny wniosek - nie jesteśmy na największym kosmodromie świata. A więc gdzie ?
Z pewnością gdzieś gdzie rosną drzewa, kręcą się karuzele i gdzie sprzedaje się watę cukrową. Witamy w Parku im. Gorkiego w Moskwie !
To nie makieta, ale jeden z modeli testowych, służący do sprawdzania naprężeń mechanicznych, wibracji i odporności orbitera na wysoką temperaturę (OK-TVA). Od kilku lat jest atrakcją w centrum Moskwy. Wbrew obiegowej opinii nie został przerobiony na restaurację. Początkowo organizatorzy przedsięwzięcia - Rosyjska Agencja Kosmiczna, grupa biznesmenów i sam park planowali serwować w “Buranie” żywność dla kosmonautów. Cieszyła się ona jednak słabym powodzeniem, bo była koszmarnie droga i paskudna w smaku. Dziś w moskiewskim “Buranie” można kupić sobie kanapkę, plastikowy model wahadłowca, tubkę z tuszonką i zobaczyć film z pierwszego (i jedynego) lotu tego wahadłowca. To oczywiście smutne dla konstruktorów, ale czy rzeczywiście porzucenie programu radzieckiego wahadłowca na początku lat 90tych było takie złe ? Historia pokazała, że “Sojuzy” są tańsze i bardziej niezawodne niż wahadłowce. A jednak nie zamierzam nigdy wybierać się do Moskwy i jeść kanapki w “Buranie”. To jak otwieranie butelki z piwem o rzeźbę Wenus z Milo.


